Heeej :D
Papierowe Miasta, czyli poezja dla moich uszu,
zresztą jak każde książki Johna Green’a. Uwielbiam styl jego pisania, to, że
podchodzi do tylu rzeczy całkowicie nie szablonowo. Wszystkie książki, jakie
mam w swojej kolekcji ( Gwiazd Naszych Wina, Papierowe Miasta, W Śnieżną Noc,
Szukając Alaski) przeczytałam conajmiej 3 razy. Uwielbiam je <3
Gdy tylko
usłyszałam, że wychodzi film nie było możliwością, żebym na nie szła ( Gwiazd
Naszych Wina już mnie ominęło). Ten dzień nadszedł 12.08, Seans zaczynał się o
12: 30, także taka godzina raczej spokojna. Co do filmu uhh …tutaj jest już
troszkę gorzej? Nie powiem, że mi się podobał, ale też nie powiem, że mi się
nie podobał. Mam, co do niego bardzo mieszane uczucia.
Jako film
był bardzo przyjemny, momentami na pewno dało się pośmiać. Szczerze mówiąc
nawet nie wiem, kiedy mi przeleciały w kinie te dwie godziny.
Niestety,
jako adaptacja książki to nie koniecznie był udany. Z mojego odczucia różnił
się i to dość sporo od książki. Sceny nie były poukładane w kolejności, jakiej
miały być, wszystko działo się zdecydowanie za szybko, osoba Quentina została
jakby zmieniona. Rozumiem, że to film i nie ma możliwości żeby był słowo w
słowo taki sam, ale to, że nie jechali na zakończenie świadectw, zatrzymali się
na całą noc, czy to, że Ben i Radar pozwolili zostać Q nie wiadomo gdzie tak
zasadniczo. Jeszcze to zakończenie, które wszystko, dosłownie wszystko
zniszczyło. Dla mnie jest wprost nie dopuszczalne zmienianie zakończenia. Zero
mowy o najważniejszej rzeczy typu DZIENNIK MARGO. Coś jak dla mnie
najważniejszego.
Podobała mi
się gra aktorów. Uważam, że Cara została idealnie dobrana do roli Margo. Co do
Quentina mam mieszane uczucia. Niby dobrze grał, ale nie do końca.
Niestety
boję się jednej rzeczy, a mianowicie tego, że teraz wszystkie filmy na
podstawie książek, będą krążyć wokół zasadniczo tych samych aktorów. Zaczyna
mnie to trochę irytować. Zaczęło się od Niezgodnej i Gwiazd Naszych Wina, ta
sama główna aktorka(Shailene Woodley) i ten sam aktor grający ważną role (Ansel Elgort), a żeby było mało
to musieli go jeszcze zasadniczo na chama wcisnąć do Papierowych Miast. Założę
się, że teraz wszystkie filmy będą krążyć wokół tych samych osób.
Teraz trochę
nie na temat, ale muszę poruszyć pewną rzecz, a mianowicie brak szacunku w
kinie innych do siebie. Rozchodzi mi się o to, że siedzę sobie w kinie, oglądam
film, a nagle jakieś dziewczyny ( siedzące za mną na domiar złego) zaczynają
plotkować o największych pierdołach na świecie, po prostu w sam raz na film w
kinie. Kurde nie podoba wam się to wyjdźcie idźcie na kawie i nie przeszkadzajcie innym zainteresowanym. To jeszcze nie wszystko jedna z tych
dziewczyn była zasadniczo na tyle bezczelna, że wzięła i oparła nogi o górę
mojego fotela. To się nazywa dobre wychowanie.
Jeżeli byliście na tym filmie to napiszcie, co o nim sądzicie, z chęcią poznam waszą opinie na temat Papierowych Miast.
Do
następnego, Lucy.
P.S. Z
chęcią zobaczę Wasze propozycję ciekawych filmów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz