sobota, 15 sierpnia 2015

PAPIEROWE MIASTA KSIĄŻKA, A FILM.

Heeej :D

Papierowe Miasta, czyli poezja dla moich uszu, zresztą jak każde książki Johna Green’a. Uwielbiam styl jego pisania, to, że podchodzi do tylu rzeczy całkowicie nie szablonowo. Wszystkie książki, jakie mam w swojej kolekcji ( Gwiazd Naszych Wina, Papierowe Miasta, W Śnieżną Noc, Szukając Alaski) przeczytałam conajmiej 3 razy. Uwielbiam je <3

Gdy tylko usłyszałam, że wychodzi film nie było możliwością, żebym na nie szła ( Gwiazd Naszych Wina już mnie ominęło). Ten dzień nadszedł 12.08, Seans zaczynał się o 12: 30, także taka godzina raczej spokojna. Co do filmu uhh …tutaj jest już troszkę gorzej? Nie powiem, że mi się podobał, ale też nie powiem, że mi się nie podobał. Mam, co do niego bardzo mieszane uczucia.

Jako film był bardzo przyjemny, momentami na pewno dało się pośmiać. Szczerze mówiąc nawet nie wiem, kiedy mi przeleciały w kinie te dwie godziny.

Niestety, jako adaptacja książki to nie koniecznie był udany. Z mojego odczucia różnił się i to dość sporo od książki. Sceny nie były poukładane w kolejności, jakiej miały być, wszystko działo się zdecydowanie za szybko, osoba Quentina została jakby zmieniona. Rozumiem, że to film i nie ma możliwości żeby był słowo w słowo taki sam, ale to, że nie jechali na zakończenie świadectw, zatrzymali się na całą noc, czy to, że Ben i Radar pozwolili zostać Q nie wiadomo gdzie tak zasadniczo. Jeszcze to zakończenie, które wszystko, dosłownie wszystko zniszczyło. Dla mnie jest wprost nie dopuszczalne zmienianie zakończenia. Zero mowy o najważniejszej rzeczy typu DZIENNIK MARGO. Coś jak dla mnie najważniejszego.

Podobała mi się gra aktorów. Uważam, że Cara została idealnie dobrana do roli Margo. Co do Quentina mam mieszane uczucia. Niby dobrze grał, ale nie do końca.

Niestety boję się jednej rzeczy, a mianowicie tego, że teraz wszystkie filmy na podstawie książek, będą krążyć wokół zasadniczo tych samych aktorów. Zaczyna mnie to trochę irytować. Zaczęło się od Niezgodnej i Gwiazd Naszych Wina, ta sama główna aktorka(Shailene Woodley) i ten sam aktor grający ważną role (Ansel Elgort), a żeby było mało to musieli go jeszcze zasadniczo na chama wcisnąć do Papierowych Miast. Założę się, że teraz wszystkie filmy będą krążyć wokół tych samych osób.

Teraz trochę nie na temat, ale muszę poruszyć pewną rzecz, a mianowicie brak szacunku w kinie innych do siebie. Rozchodzi mi się o to, że siedzę sobie w kinie, oglądam film, a nagle jakieś dziewczyny ( siedzące za mną na domiar złego) zaczynają plotkować o największych pierdołach na świecie, po prostu w sam raz na film w kinie. Kurde nie podoba wam się to wyjdźcie idźcie na kawie i nie przeszkadzajcie innym zainteresowanym. To jeszcze nie wszystko jedna z tych dziewczyn była zasadniczo na tyle bezczelna, że wzięła i oparła nogi o górę mojego fotela. To się nazywa dobre wychowanie.


Jeżeli byliście na tym filmie to napiszcie, co o nim sądzicie, z chęcią poznam waszą opinie na temat Papierowych Miast.
Do następnego, Lucy.

P.S. Z chęcią zobaczę Wasze propozycję ciekawych filmów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz